O mnie

Jestem jedną z tych nierozważnych romantyczek, które zaglądają do świata „Zmierzchu” i pojedynczych powieści Jane Austen, aby poczytać o świecie, który wydaje im się taki prosty, a jednocześnie zawiły. Świata, w którym jest szereg uczuć i obrazów, na które nie zwraca się uwagi. Już w poprzednim roku pojawiła się inspiracja, by zacząć pisać bloga. Gdy media ogłosiły, że Pani Szymborska od nas odeszła, pojawił się impuls, który mówił chyba już nadszedł czas. Wiele liryk pisanych do szuflady, wiele inspiracji chowanej w zakątkach szuflad i szafek. Od zeszytów poprzez paragony, skrawki papierów i inne. Jakże niedorosłe w porównaniu do niej, jednakże jakaś twórczość, którą już pojedyncze osoby radziły gdzieś umieścić.

Decyzję podjęłam, po obejrzeniu filmu, który już oglądałam parę razy w różnych momentach. Raz w tv, raz dvd, nie miało to większego znaczenia.

Sam jednak film, tym razem zarysował mi ścieżkę. Dość często zdarzało mi się przedtem, że łączyłam muzykę z filmem, fragmenty pojedynczych scen, nie koniecznie pamiętając kolejne dialogi, choć z czasem i takie przyszły. Ten film, którym teraz wspominam miał w sobie fragment zapalającej się i gasnącej lampki.
Lampki, której włącznik naciskała kobieta. Lampkę, która była wcześniej zapalana, gdy obok niej w tym pomieszczeniu znajdował się mężczyzna. I przynoszący na myśl skojarzenie: „PS. I love you”, jednak nie będąc tym filmem.
Kolejny punkt to nazwisko bohaterki, czyli Carpenter. W tłumaczeniu nic niezwykłego, cieśla czy stolarz. Jednak także jest to nazwa wykonawcy piosenki do Shreka III czy Mrocznych Cieni – Carpenters. I to mnie przede wszystkim ujęło w tym elemencie fabuły.

Film, o którym teraz piszę zawierał też w sobie nutę bardziej ówczesnego znaczenia dla słów „Zatańcz ze mną”. Mimo, że wypowiadane były przez osobę, która z obecnie opisywanym filmem, jak i tym właśnie wymienionym miała dość dużo do czynienia. Być może było to bez znaczenia, być może współczesny reżyser zaczerpał ten tytuł z fragmentu właśnie opisywanego przeze mnie filmu.
Co to za film? Tak, cierpliwość dobra cecha, a ja opisuję jakieś wątki nie podając go wprost. I niestety, muszę dodać jeszcze jeden, więc myślę, że skoro już czytelnik przeczytał pozostałe, zerknie i na tą.
Film o tym, jak towarzysz, który jest najbliżej jednego z członków przyszłej pary młodej. Zamienia się funkcją, z jednym z dwojga. Co przyszło mi na myśl na końcu, a co jest dość cenną uwagą. Zwłaszcza, ze w „Zatańcz ze mną” grała zarówno pani młoda, z „Powiedz tak”, jak i pan młody z omawianego obecnie filmu.
Teraz po tych kilku wątkach, choć pewnie, jakbym się dłużej zastanowiła mogłabym coś dorzucić, mogę wreszcie powiedzieć, że to była zwykła „Uciekająca panna młoda”.
Tak, nie żaden wykwintny film, który dopiero co pojawił się niedawno na ekranie. Nie jakiś na dzisiejsze czasy hit nad hitami, a taki prosty film. Z całym szacunkiem do jego fanów, dla których może być on arcydziełem. Czy też amatorów filmów, że film na prawdę jest czymś więcej niż tylko filmem.

Tematyka bloga nie miała być poświęcona epice, a liryce. Ta przyszła z czasem, chyba podczas pisania kolejnych prac dyplomowych. Stąd też będę starała się utrzymać ją w tym jednym lirycznym tonie. Nawet jeśli fragmentami, liryki przybiorą formę dramatów – obfite w rymowane dialogi zamiast innej treści.
Życzę przyjemnej lektury…

Brak komentarzy.

Brak trackbacków.